wtorek, 4 marca 2014

Rozdział 4

Nadszedł ranek. Obudziłam się równo z promieniami słońca które akurat zaczęły wpadać do mojego pokoju szpitalnego. Justin napisał mi smsa że będzie o 9 z moimi ciuchami od mamy. Jest godzina 8 więc miałam jeszcze godzinę i strasznie mi się nudziło,bo nie miałam co robić. Dobrze że lekarz przyszedł na obchód i żeby zabrać mnie na poranne badania. Z badań wróciłam o 9:05. Na korytarzu czekał Justin z wielkim uśmiechem na twarzy. 
-Ale ten pani chłopak się o panią troszczy.- powiedział lekarz kiedy zobaczył Justina na korytarzu. 

-Ale to nie jest mój chłopak, to jest mój dobry przyjaciel.- powiedziałam zakłopotana.

-A to najmocniej przepraszam. Przyniosę pani zaraz wyniki badań i wypis wraz z receptą na lekarstwa.-powiedział mój lekarz i od razu odszedł.

Ja wraz z Justin weszłam do pokoju aby się uszykować. Ciekawe kto wybierał mi ciuchu. Ale podejrzewam że Justin. Zabrałam torbę od niego i poszłam do łazienki się przebrać. Z torby wyciągnęłam o to taki piękny komplet :


Z łazienki wróciłam po jakiś 15 minutach.Wiadomo musiałam się jeszcze pomalować żeby nie było widać moich worów pod oczami. Justin siedział na łóżku i uważnie mi się przyglądał:

-Czemu się tak na mnie patrzysz? Jestem gdzieś brudna czy co?-powiedziałam z niepewnością w głosie.

-Jesteś taka piękna że aż ...-nagle przeszkodził mu lekarz. Justin spuścił głowę w dół i słuchał co mówi lekarz.

-Przepraszam że przeszkadzam ale mam pani wypis i wyniki badań. W wynikach nic nie widać niepokojącego wiec na to wygląda że wszystko wróciło do normy. Po za tym bardzo ładnie pani wygląda. Życzę dużo zdrowia na przyszłość.- powiedział lekarz, wręczył mi potrzebne papiery i wyszedł. Justin tylko się spojrzał i uśmiechną.

- To co, gotowa już?- Justin spytał i wstał z łóżka.

-Tak, możemy już jechać.

Wyszliśmy ze szpitala, Justin trzymał mnie pod rękę ponieważ się bał że się wywrócę i sobie coś zrobię, nawet mi torby ponieść nie dał bo powiedział że jestem jeszcze słaba. Bardzo kochany jest, będzie kochanym mężem w przyszłości. Po dojściu do auta Justina otworzył mi drzwi jak prawdziwy dżentelmen. Moją torbę wrzucił szybko do bagażnika i zaraz pojawił się za kierownicą:

-To gdzie Panią zawieść?- powiedział cwaniacko Justin.

-A gdzie mnie pan zabierze?- spytałam z uśmiechem.

-A może nad jezioro pojedziemy? Chcę z tobą pogadać poważnie.

-Justin boję się ciebie jak chcesz zemną poważnie pogadać....- powiedziałam nie pewnie bo myślałam o tym co powiedział do mnie gdy byłam prawie nieprzytomna.

-Nie bój się naprawdę. Tylko się przejdziemy po plaży bo jest ciepło i pogadamy.

-No dobrze.

Jechaliśmy dobrą godzinę i w końcu dojechaliśmy. Plaża była przepiękna chociaż było południe. Dobrze że było mało ludzi. Po jakieś godzinie spacerowania po piasku i się bawienia w berka, Justin złapał mnie za rękę i mnie przytrzymał przed sobą:

-Nie mogę dłużej zwlekać muszę zacząć tą rozmowę.- powiedział zdenerwowany Justin

-Justin o co chodzi? Od rana nie jesteś sobą.

-No bo ja ...- urwał w połowie zdania, puścił moją dłoń i ruszył przed siebie.

-Justin stój!-wydarłam się najgłośniej jak umiałam. Justin nie wiedział co sie dzieje.- powiesz mi wkońcu o co chodzi do kuźwy nendznej chodzi już mam dość tego, od kilku godzin próbujesz mi coś powiedzieć ale jakoś nic ci z ust nie może wyjść. Miałam się nie denerwować ale jakoś ci to nie idzie.-zdenerwowana odwróciłam się i zaczęłam iść w drugą stronę.

Nie wiedziałam co robić, gdzie iść, co mówić. On coś przede mną chowa i boi się mi to powiedzieć. Odeszłam od niego może jakieś 100 metrów, nie wiem nie zwracałam na to uwagi po prostu szłam przed siebie. Nagle poczułam czyjąś ręka na ramieniu i szarpnięcie. Odwróciłam się gwałtownie i poczułam czyjeś usta na moich, miałam zamknięte oczy więc nie widziałam. Powoli je otworzyłam i zobaczyłam czekoladowe oczy Justina:

-O to mi chodzi od początku tamtego i dzisiejszego dnia. Zakochałem się w tobie ale nie wiedziałem jak ci to powiedzieć. Jak już miałam powiedzieć, to cały czas coś przeszkadzało. W tedy co cię uratowałem, myślałem że się cały świat zwala na mnie.- patrzał prosto w moje oczy i miał łzy w oczach które powoli spływały mu po policzkach. I co ja mam teraz zrobić?

- Justin....

-Tak wiem nie mam u ciebie szans...- Przerwał mi Justin. Staliśmy w tym samym miejscu. Nagle usiadłam na piasku z twarzą w rękach.

-Justin nie dajesz mi dokończyć jak chcę coś powiedzieć- powiedziałam oburzona- nie wiesz co chce powiedzieć i nie mów za mnie. Chciałam powiedzieć że po tej akcji w łazience coś we mnie pękło.- on nadal nic nie mówił - jak wszyscy myśleli że ja jestem nie przytomna to ja wszystko słyszałam co mówicie, a najbardziej ciebie słyszałam. Jak mówiłeś że mnie kochasz i żebym cię nie opuszczała. Ja już cię nigdy nie chcę opuścić.- zaczęłam płakać. Justin nic nie mówił tylko przysunął się bliżej mnie i przytulił. Wtuliłam się w jego szyję i próbowałam się uspokoić. 
Justin siedział i się nie odzywał, jedną ręką bawił się moimi włosami,a drugą gładził mnie po plecach.

Kiedy uspokoiłam się na tyle aby znowu rozmawiać, odsunęłam się lekko od Justina i spojrzałam na niego. wytarł moje zły z twarzy i się uśmiechnął.
- Jedziemy coś zjeść?- spytał po kilku minutach.
- Jasne- odpowiedziałam i wstałam z piasku tak jak Justin. Złapał mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę samochodu- to gdzie jedziemy?- spytałam siedząc już w samochodzie.
- A na co masz ochotę?- Justin spytał uruchamiając samochód.
- Może na pizze- powiedziałam i zapięłam pasy
- Okey- Justin wyjechała na drogę i zaczęliśmy się kierować w stronę centrum. Nie wiedziałam gdzie jechaliśmy, ale mogłam zaufać Justinowi. 

Weszliśmy do małego baru który był poza miastem i miał przepiękny widok na miasto. Usiedliśmy na dworze i zamówiliśmy dużo pizzę z podwójnym serem. Wątpię abyśmy zjedli całą, była z byt duża. 
Gdy kelnerka przyniosła nam pizzę, poczułam że naprawdę byłam głodna. Po piętnastu minutach obydwoje byliśmy najedzeni. Pizza była na prawdę duża więc tylko połowę z niej zjedliśmy. Siedzieliśmy jeszcze kilka minut rozmawiając, aż w  końcu nadszedł czas abym wróciła do domu, bo mama dzwoniła już do mnie ze sto razy. 
Justin spakował pizzę i oddał ją jednemu z bezdomnych którzy tam się kręcili. To miło z jego strony. 
Droga do mojego domu nie trwała długo, kilka minut. Nikt z nas się nie odzywał.Tak szczerze to nie wiedziałam na czym dokładnie stoimy ale to przyjdzie z czasem. Kiedy byliśmy pod domem pożegnałam się z Justinem i pocałowałam go w policzek. Umówiliśmy się także że juro gdzieś razem wyjdziemy ale żadne nie wiedziało co będziemy robić. 

Gdy weszłam do domu tata był w kuchni i robił sobie kawę.Dowiedziałam się że mama wyszła gdzieś do koleżanki,a on miał oglądać jakiś mecz. Ja natomiast wzięłam sobie coś do jedzenie i poszłam do pokoju. Rozpakowałam swoją torbę, zjadłam i poszłam wziąć szybki prysznic. 
Po prysznicu położyłam się na łóżku i zasnęłam. 



                                                          
I jak wam się podoba?

Czwarty rozdział za nami. Miłego czytania xx

 

  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz